Jukatan przygodzie na spotkanie

Jukatan przygodzie na spotkanie

Jest na świecie wiele tajemniczych miejsc, do których prowadzi rządza przygód, chęć wpisania się w ich historię czy choćby zwykła ludzka ciekawość. Nasze wyzwanie - prekolumbijskie cywilizacje półwyspu Jukatan. Wyruszamy na podbój Imperium Majów. Po dwóch dniach podróży (awaryjne lądowanie na Azorach, dojazd do hotelu w Playa Del Carmen) budzimy się baśniowej scenerii. Lekkie podmuchy wiatru pieszczą zmysły cichym ale jakże wyrazistym szumem, śpiew ptaków jest poezją dla naszych uszu, Margarita, Daiquiri, Pinacolada obdarowują rozkoszą usta, a białe ziarenka piasku masują rozgrzaną słońcem skórę. Poznajemy okolicę. Wystawne budynki hotelowe kontrastują z prostotą dzielnicy mieszkalnej i aż w oczy kole luksusowe życie turystów, w sąsiedztwie biedy tubylców. 35 stopni Celsjusza zmusza do pójścia na plażę. Hotelowa wąska, zatłoczona, widać wysiłek pracowników włożony w uratowanie choćby jej części przed gniewem natury. Kilkaset metrów dalej na południe plaża znacznie się rozszerza, jest pawie pusta, a miejsce hoteli zajmuje tropikalny las. To tu będziemy wracać codziennie.

Wieczorem wracamy do hotelu. Muzyka zaprasza do restauracji gdzie występy artystów wywierają na nas ogromne wrażenie. Spędzamy z nimi każdy wieczór, jeśli tylko jesteśmy na miejscu. Czwartego dnia ruszamy w głąb lądu. Nasz cel to prekolumbijskie miasto Majów Chichen Itza. Na granicy strefy turystycznej zatrzymuje nas uzbrojony patrol. Spokojnie poddajemy się kontroli bo panowie nie mają ochoty na żarty. Jesteśmy na miejscu. A co było powodem przyjazdu? Świątynia Kukulkana wzniesiona na piramidzie złożonej z dziewięciu tarasów do której prowadzą schody (91 stopni z każdej strony co daje 364). Wejście stanowi 365 stopień (ilość dni roku słonecznego), Świątynia Wojowników z filarami w kształcie Pierzastych Węży, okrągła wieża ze spiralną klatką schodową, która była miejscem obserwacji astronomicznych czy największe na tych terenach boisko do gry w pelotę (ok. 150m). Warto wspomnieć o wszechobecnym tutaj kalendarzu stworzonym przez Majów. Potrafili oni wyliczyć obieg Ziemi wokół Słońca z ogromną dokładnością. Patrząc na ten kalendarz odnosimy wrażenie, że odzwierciedla on treści czasu (kończy się 21.12.2012r.).

Chichen Itza to pięknie odrestaurowane miejsce, z wyznaczonymi trasami zwiedzania, gdzie obowiązkowo należy postawić stopę będąc na Jukatanie. Niestety obecnie wstęp do Świątyni Kukulkana jest zabroniony. W 2007r. miasto zostało wybrane jednym z siedmiu cudów świata. Dzień 7 Kurz, jeep, dżungla. Zjeżdżamy w stronę lasu. Nie takiego jaki znamy ale w stronę dzikiej, tropikalnej dżungli. W tej przerażającej scenerii dojeżdżamy do wioski Indian, którzy żyją tutaj w sercu gąszczu z rolnictwa i myślistwa. Nasi przyjaciele zamieniają z nimi kilka słów w nieznanym nam języku i otrzymujemy zgodę na spacer i zrobienie kilku zdjęć (oczywiście za opłatą). Po krótkiej wizycie odjeżdżamy i pomimo, że wydawało się być tam niebezpiecznie odnosimy wrażenie że wioska żyje dzięki takim wizytom. Docieramy do miasta Coba, które ze względu na jego wielkość można zwiedzać także rowerem lub rikszą. Największą zagadką Coby jest jej podobieństwo do Tikalu w Gwatemali. Idąc wyciętymi w dżungli alejami, przystajemy przy piramidach, stelach i innych budowlach porośniętych roślinnością tak, że pnie potężnych drzew rozsadzają kamienie. Dochodzimy do Świątyni Kościołów, która wznosi się niedaleko niestety mocno zniszczonego boiska do gry w pelotę. Na jej ścianach widać jak wielką wagę Majowie przywiązywali do kolorów. Idziemy dalej i nagle drzewa ustępują miejsca niesamowitej niebosiężnej piramidzie. To Nohoch Mul. Najwyższa z budowli Majów na całym Jukatanie. Mierząca 42 metry wysokości, choć dosyć zniszczona, robi niesamowite wrażenie i kusi, by zdobyć jej wierzchołek.

Chęć obejrzenia Coby w całej okazałości prowadzi nas ku górze. Widok ze szczytu to budzący podziw ocean dżungli, z którego jak wysepki wyrastają prekolumbijskie budowle, a wszystko to oblane żarem meksykańskiego słońca. Pora wracać. Sto dwadzieścia dość mocno sfatygowanych schodów, po których bez trudu wspięliśmy się okazuje się być pionową ścianą. Schodzimy. Stopień po stopniu. Na dole chwila odpoczynku, bo przecież długa droga przed nami. Podążając dalej napotykamy liczne na tych terenach ukryte w jaskiniach podziemne jeziora zwane cenotami. Wypełniająca je woda, zarówno słodka jak i słona, świetnie nadają się do nurkowania jaskiniowego ze względu na swą bardzo dużą przejrzystość. Warto spróbować. Dziesiąty dzień to Tulum. Najbardziej malowniczo położone miasto Majów, z którego rozciąga się zapierający dech w piersiach widok na Morze Karaibskie. Teren ruin choć niewielki, przyciąga wielu chcących poznać historię turystów. Temperatura sięga 40 stopni więc chłodzimy rozgrzane słońcem ciała w turkusowym morzu. Odpływając kilkadziesiąt metrów od brzegu można podziwiać główny budynek miasta Castillo Principal z perspektywy przybyłych tutaj po raz pierwszy w XVI wieku Europejczykow. Tulum polecamy każdemu. Spokojne choć dosyć zatłoczone plaże, dużo zieleni, turkus Morza Karaibskiego i biel ruin, które choć nieme przypominają o swych dawnych mieszkańcach. Tego miejsca nie można pominąć. Stworzone na wypoczynek. Popołudnie spędzamy w parku wodnym Xel Ha. Spływ podwodną rzeką, nurkowanie, rejsy łodziami podwodnymi, skoki do wody ze skał, delfiny czy centrum Spa to tylko niektóre z atrakcji dla których warto tu przyjechać.

Trzynastego dnia, żądni wrażeń kierujemy się do Cancun, skąd wypływamy w rejs po Morzu Karaibskim z dłuższym postojem na rajskiej wyspie Isla Mujeres. Wszyscy w świetnych nastrojach, nawet żona Ania, niezbyt zagorzała zwolenniczka morskich przygód. W Cancun wita nas równie wesoła załoga katamaranu. Ania na trzęsących się ze strachu nogach wchodzi na pokład. Lazur wody, tequila, oraz sex on the boat (morski sex on the beach) tak ją oczarowują, że zupełnie zapomina o strachu. Płynąc w oddali dostrzegamy niewielki skrawek ziemi pokryty bogatą roślinnością. Dopłynęliśmy do raju. To uczucie towarzyszy nam przez cały czas pobytu na wyspie, gdzie rozkoszujemy się smakołykami, pijemy drinki z kokosów, odpoczywamy na przepięknej Playa del Norte z białym piaskiem i lazurową wodą. Spacerując zauważamy, że tamtejsze malutkie sklepiki oferują niezliczone ilości srebra więc nie obejdzie się bez kolejnej błyskotki (teraz wiemy dlaczego ta wyspa nazywana jest Wyspą Kobiet). Gdybyśmy mogli zatrzymać czas. Jedynie atrakcje towarzyszące powrotowi - latanie na spadochronie zaczepionym do masztu, pływanie z rekinami, snorkeling na rafie, tańce, tequila oraz niezastąpiony sex on the boat powodują, że nasze wpatrzone w oddalającą się wyspę oczy nie zalewają się łzami. Wyjazd idealny. Niestety nasz czas dobiegł końca i trzeba wracać. Opuszczamy to posiadające niepowtarzalny urok miejsce. Takie są nasze wspomnienia i cieszymy się, że dane nam było odwiedzić kraj, który pozostawił w nas tak pozytywne wspomnienia. Życzymy mu i jego wspaniałym mieszkańcom wszystkiego najlepszego.
 

Dodano: 2015-11-12 - Autor: Marek Piszczyk - Kategoria: Relacje klientów

Komentarze

Infolinia
801 000 515

Dla tel. komórkowych
733 730 70042 632 04 64

Obsługa klienta

poniedziałek - piątek: 9:00 - 21:00

sobota: 9:00 - 21:00

niedziela: 9:00 - 18:00

Content